Love,  Mój tato ma raka,  Wewnętrzny krytyk

Słodko-Gorzkie chwile życia

Kiedy siedziałam w Cafe Nero we Wrocławiu, pomyślałam sobie, jakie to miejsce jest przyjemne.

Podoba mi sie wnętrze: jest przytulne i stylowe. Muzyka jest wyrafinowana i nienachalna. Kawa i ciasta są dobre, chociaż ostatnim razem, kiedy jadłam tiramisu, było średnie, więc tym razem wybrałam wafelek karmelowy, i też nie był moim ulubionym.

Usiadłam na kanapie przy oknie. Uwielbiam zatapiać się w miękkoś kanapy; dla mnie to luksus i komfort w jednym.

Podłączyłam telefon do ładowania, i gdy już miałam wbić widelec w mój deser, spojrzałam na zewnątrz i zwrocilam uwagę na ludzi w samochodach, autobusach i tramwajach przejeżdżających przez sąsiadującą ulicę.

Nieopatrznie mój wewnętrzny krytyk uaktywnił się.

Poczułam niepokój i dyskomfort, przekonana przez moje zakompleksione ego, że przechodnie spojrzą na mnie, zajadającą się ciastem, i pomyślą: „Może to już dla ciebie wystarczy, grubasku. Spójrz na swój podwójny podbródek, kochanie!”. Żeby zablokować te niemile komentarze i móc w pełni delektować się swoją przekąska, odwróciłam się plecami do okna i postanowiłam rozpocząć konsumpcję bez poczucia winy i obsesyjnego myślenia o tym, co inni mogą o mnie pomyśleć.

Gdy odwróciłam głowę, zauważyłam parę staruszków siedzących przy sąsiednim stoliku.

Zawsze lubilam patrzeć na starsze gołąbki miłości spokojnie cieszące się sobą przy herbacie i ciastku. Uważam to za urocze.
Jest to też moja wizja na starość: zestarzeć się z kimś, kogo głęboko kocham, i cieszyć się z prostych chwil takie jak ta, dodając słońca do ostatnich dni mojego życia.

Krótko po opuszczeniu obłoku romantycznych wyobrażeń o przyszłości, pomyślałam o moim tacie.

To on powinien tam być, siedząc z ukochaną, jedząc sernik i popijając ulubiony napój. Niestety, to już nie jest dla niego możliwe. Wierzę, że ostatnim takim momentem były odwiedziny swojej dziewczyny nad morzem kilka miesięcy wcześniej i wspólny spacer na plaży. W chwili obecnej jedyne, co możemy dla niego zrobić, to przesunąć jego łóżko kolo okna, aby mógł sobie wyjrzeć na zewnątrz i patrzeć w chmury w słoneczny dzień.

I to jest błogosławieństwo w przebraniu.

Z jednej strony czuję się zła i sfrustrowana niesprawiedliwością jego losu; z drugiej strony czuję wdzięczność, że możemy zapewnić mu opiekę w domowym komforcie, a nie w szpitalu.

Mój tato ma raka.

Terminalnego raka, który pożera jego ciało od środka. Każdego dnia rozprzestrzenia się coraz bardziej, pochłaniając go żywcem. Nienawidzę tego czarnego pasożyta, i gdybym mogła, zgniotłabym go niczym karalucha, żeby zniknął. Ale niestety nie mogę, i ta bezsilność sprawia, że jestem bardzo emocjonalnie roztrzęsiona.

Nie chcę, żeby tato widział mnie płaczącą. Chcę zawsze uśmiechać się, gdy mnie widzi, aby choć trochę rozjaśnić mu te ciemne dni. Czuję, że w tej chwili nie ma nic cenniejszego niż widok uśmiechniętego taty, gdy wchodzę do pokoju, witając go radośnie, „Cześć, Tatuś!” Cenię każdy taki dzień, bo wiem, że pewnego dnia łóżko będzie puste, i nikt mi więcej nie odpowie, słowami, gestem czy grymasem na twarzy na moje „cześć”.

Mój tata był zawsze dla mnie równoznacznikiem miłości.

A już na pewno wtedy gdy w końcu pojęłam, że nie tylko on jest odpowiedzialny za rozpad małżeństwa moich rodziców, jak próbowała przez lata wmówić mi mama.

Niezależnie od wszystkiego on zawsze sprawiał, że czułam się dla niego wystarczająca. Byłam jego kochaną córką, i zawsze dostawałam od niego dużo miłości i akceptacji, czego desperacko potrzebowałam przy swojej neurotycznej mamie. Czasami czułam, że mógłby stanąć w mojej obronie przed mamą częściej; teraz jednak wiem, że bał się jej tak samo jak ja.

Bardzo rzadko mówił „Kocham cię”, ale wyrażał to bardzo wyraźnie swoim stosunkiem do mnie, a czasami zwyczajnie będąc.

Wiem, że kiedy od nas odejdzie, nic już nie będzie takie samo.

Będę się czuła zagubiona i trochę samotna, bo wiem, że nikt nigdy nie da mi tyle bezwarunkowej miłości, co on.

Chciałabym móc spojrzeć na siebie oczami mojego taty.

Dla niego zawsze jestem piękna, mądra i wspaniała, taka jaka jestem. Nigdy nie miał żadnych oczekiwań względem mnie, nigdy też się nie skarżył, że mogłabym być lepszą córką.

Zawsze byłam dla niego wystarczająca.

Niestety, moja mama miała więcej władzy w tej sprawie, co bardzo skrzywdziło moje poczucie własnej wartości. Ale nie będziemy dziś tego poruszać.

Więc kiedy tak siedziałam przy oknie tej kawiarni, ponownie spojrzałam na zewnątrz i pomyślałam sobie, że kogo to obchodzi, co inni mogą o mnie pomyśleć? I poza tym, jaką ja mam kontrolę nad ich myślami? Żadnej, tak samo jak nie mogę nic zrobić w sprawie raka mojego taty.

To, co mogę jednak zrobić, to przejąć kontrolę nad swoimi myślami i rozpoznać, kiedy moje ego próbuje przejąć stery.

Mogę przestać go słuchać i skupić się na tym, że jestem wystarczająca, tak jak widział mnie mój tata.

Mogę wybierać miłe i dobre myśli o sobie, zamiast dokuczać sobie, tak samo jak mogę wybrać uśmiechać się do mojego taty za każdym razem, gdy go zobaczę, i cenić każda obecną chwilę, zamiast martwić się tym, co jeszcze ma nadejść i płakać nad czymś, czego nie jestem w stanie kontrolować.

Jeśli choroba mojego taty czegoś mnie nauczyła, to jest to, co następuje:

Małe, zwyczajne chwile są w życiu najcenniejsze. Proste gesty są czasami, a raczej często, jedyną rzeczą, którą możemy zrobić, gdy nie ma już nic do zrobienia. Chodzi zwyczajnie o obecność. Gdy mój tato wylądował w szpitalu, momentem, który do dzisiaj napawa mnie spokojem, było to, że siedziałam przy jego łóżku i trzymałam go za rękę. Żadnych zbędnych rozmów, po prostu ciepło mojej dłoni i zwyczajne pogłaskanie po twarzy.


Patrząc na tamto starsze małżeństwo, przypomniało mi to, że być tutaj, teraz, z kimś, kogo kochasz, jest wystarczające samo w sobie.

Nie ma to wtedy znaczenia, czy mam podwójny podbródek, czy moje paznokcie są idealnie pomalowane albo że moje ubrania są dwa rozmiary większe, niż bym chciała.

To, co się liczy, to to, że jestem obecna, gdy ktoś kogo kocham mnie potrzebuje, i że moja miłość wyrażana jest w czynach, a nie tylko pustych słowach.

I właśnie taka chcę być: wystarczająca, taka, jaka jestem, teraz, tutaj i zawsze.

Ponieważ każda chwila jest cenna, a życie jest zbyt krótkie, by żyć w przekonaniu, że nie jest się wystarczająco dobrym.

Uparta i niecierpliwa introwertyczka. Jednego dnia tryska radoscia, drugiego dnia rozczula sie nad soba. Wulkan sprzecznosci. Na swoim blogu probuje znalezc odpowiedzi na pytania "Jak byc soba?", "Czym jest milosc?" i "Jak sie w zyciu ogarnac?"

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *